Ekstraligowy żużel nie dla kibiców w Łodzi.

Ekstraligowy żużel nie dla kibiców w Łodzi.


MAKiS - Miejska Arena Kultury i Sportu a Moto Arena Łódź prywatnym folwarkiem?


W centrum Polski jest miasto liczące ponad 650 tysięcy mieszkańców. W tym mieście jest stadion o pojemności ponad 10 tysięcy miejsc. Na stadionie tym na co dzień domowe mecze jeździ drużyna, która zapełnia go średnio w 30-40%. Każdy już wie, że mowa o Łodzi, Moto Arenie i klubie KŻ Orzeł Łódź.


W Lublinie natomiast nowy stadion dopiero będzie się budował a ORLEN OIL Motor Lublin potrzebuje na ten czas stadion. Łódź ma więc nowoczesny obiekt gotowy do organizacji zawodów na najwyższym poziomie i układ wydaje się oczywisty – jedni mają problem, drudzy mają rozwiązanie. W normalnych warunkach to początek konstruktywnej współpracy. W Łodzi jednak zamienia się to w festiwal wątpliwości, asekuracji oraz nie bójmy się tego słowa – małostkowości.


Są momenty w sporcie, kiedy trzeba podjąć decyzję: czy chcesz być częścią większej gry, czy zostajesz zakładnikiem własnych wizji i lęków. W Łodzi właśnie obserwujemy taki moment, gdzie wszystko wskazuje na to, że działacze Orła wybrali już drugą opcję.

Najbardziej uderza to, że działacze Orła zachowują się tak, jakby ktoś próbował im coś odebrać, a nie coś dać. Tymczasem Motor nie przyjeżdża do Łodzi po to, żeby komukolwiek zaszkodzić. Przyjeżdża bo musi i zostawia przy okazji coś, czego Orzeł sam zbudować nie potrafi – produkt na poziomie Speedway Ekstraliga.


Żużel od lat funkcjonuje w modelu tymczasowych przeprowadzek. To nie jest skok w nieznane, tylko powtarzalny scenariusz. WTS Sparta Wrocław dziesięć lat temu jeździła swoje mecze w Poznaniu. Czy PSŻ Poznań wypadł z żużlowej mapy Polski? Nie, wręcz się rozwinął. Stadion w Poznaniu nijak ma się do tego w Łodzi, gdzie mówimy o nowoczesnym obiekcie, który właśnie na takie wydarzenia jak mecze Ekstraligi został zbudowany. Obawy o kibiców? Tu dochodzimy do sedna – bo jeśli klub boi się, że większa marka przyciągnie więcej ludzi niż on sam, to problem nie leży w Motorze, tylko w kondycji Orła. Kibic z Łodzi przyciągnięty na stadion przez Motor Lublin zostanie kibicem dyscypliny, docelowo będzie kibicem Orła Łódź z uwagi na to, że to lokalny klub.


Dlatego niezrozumiała jest ta niechęć do oczywistych, długoterminowych korzyści. Większa frekwencja, większe wpływy, większe zainteresowanie sponsorów, większa obecność w mediach. To nie są hipotetyczne zyski – to są gwarantowane efekty obecności jednej z najlepszych drużyn w kraju. Każdy rozsądny klub szuka takich okazji. Orzeł zdaje się przed nimi uciekać. To podejście defensywne, krótkowzroczne i – co najgorsze – prowincjonalne w myśleniu o sporcie. Bo współczesny sport nie nagradza ostrożnych. Nagradza odważnych. Prezes Witold Skrzydlewski nie raz udowodnił swoją odwagę wieloma wypowiedziami czy decyzjami. Czy tu to on decydował?


Gdzie w tym wszystkim jest Miasto Łódź, MAKiS, czyli faktyczny zarządca Moto Areny? Dlaczego nie dążą do maksymalizacji zysków i wykorzystaniu potencjału obiektu? Czy mecze siatkarzy z Bełchatowa w Atlas Arena zaszkodziły łódzkim klubom tej dyscypliny? Czy łódzki SMS stracił gdy piłkarze odradzającego się RTS Widzew Łódź rozgrywali tam mecze? Odpowiedź jest banalnie prosta – NIE, jedynie zyskali.


Paradoks całej sytuacji polega na tym, że Motor Lublin daje Orłowi coś bezcennego: szansę na skok rozwojowy bez ryzyka sportowego. Nie trzeba awansować, nie trzeba inwestować milionów w skład, nie trzeba budować marki od zera. Wystarczy otworzyć bramy stadionu i dobrze rozegrać tę okazję biznesowo. Ba, może nawet by doszło do współpracy na poziomie sportowym i jakiś zdolny młody zawodnik z Lublina mógłby jeździć z sukcesami dla Orła? Wiele jest pozytywnych możliwości a mimo to słyszymy głównie o „czarnych scenariuszach”. Kibice Orła Łódź są zmęczeni wieloma rzeczami, głównie organizacyjnymi. Początek tego sezonu wlał nadzieję w serca tych nielicznych w tym kilkusettysięcznym mieście. Teraz ci pasjonaci sportu żużlowego i kibice Orła stracą możliwość zobaczenia speedwaya na najwyższym poziomie w swoim mieście, w swoim gnieździe. Czy ci kibice przestaną wspierać Orła? Nie. Czy na mecz Ekstraligi by przyciągnęli nowych, do tej pory sceptycznych widzów? Możliwe. Rozwój dyscypliny powinien być priorytetem władz klubów w każdym ośrodku żużlowym. Orzeł tę szansę marnuje. To będzie klasyczny przykład, jak strach przed zmianą potrafi zabić rozwój szybciej niż brak pieniędzy.


Jak śpiewa Kazik Staszewski: „siłą możesz mi zabrać wiele, siłą nie możesz mi niczego dać”. Motor chciał dać, Orzeł nie chce wziąć, skorzysta ktoś inny. Na pewno skorzysta.


#PGEEkstraliga | #METALKAS2Ekstraliga | #speedway | #żużel | #OrzełŁódź | #MotorLublin | #MAKiS | #Łódź

Wszystkie wpisy