Nieobiektywny osąd - Bartosz Smektała - Złote dziecko polskiego żużla.
Nieobiektywny osąd
16 kwi
Nieobiektywny osąd - Bartosz Smektała - Złote dziecko polskiego żużla.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że historia Bartosza Smektały będzie jedną z tych, które piszą się same. Mega talent z Leszna, wychowanek mistrzowskiego systemu Romana Jankowskiego, chłopak, który zanim na dobre wszedł w wiek seniorski, miał w gablocie więcej pucharów i medali niż niejeden doświadczony ligowiec.
Dziś to opowieść zupełnie inna. I właśnie dlatego – nieobiektywnie felietonowa.
Smektała był idealnym produktem polskiej szkoły żużla firmowanej przez chyba obecnie najlepszego wychowawcę żużlowej młodzieży – Romana Jankowskiego.
Indywidualny Mistrz Świata Juniorów (2018), dwukrotny wicemistrz tej samej imprezy, cztery złota Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów, kolejne złote medale Mistrzostw Europy, Drużynowe Mistrzostwo Świata w 2017 roku, do tego pięć tytułów Drużynowego Mistrza Polski z Unia Leszno, czyli z zespołem, który między innymi za udziałem Smyka w tamtym czasie był maszyną do wygrywania. Tworzył tam świetną parę z Dominkiem Kuberą, ale i o nim więcej będzie w dalszej części.
I tu zaczyna się pierwszy paradoks. Smektała stał się jednym z najbardziej utytułowanych żużlowców w Polsce… zanim jeszcze wszedł w wiek seniora. Jego rozwój wyglądał podręcznikowo. Średnie biegowe rosły: od 0,778 do 1,88 w najlepszych sezonach juniorskich na poziomie Ekstraligi. To był moment, w którym naturalnym kierunkiem wydawało się płynne wejście w wiek seniora i w dalszej perspektywie atak na cykl Grand Prix.
Coś się jednak zatrzymało. W kolejnych latach średnie zaczęły spadać, a zamiast wejścia na światowy poziom przyszła stabilizacja… na poziomie przeciętnym. W końcu przyszedł spadek z poziomu Ekstraligi, czyli miejsca, gdzie kiedyś był naturalnym elementem krajobrazu.
I to jest moment, w którym liczby przestają być tylko liczbami. Zaczynają być diagnozą. Od Pana Bartosza zaczęto wymagać znacznie więcej niż od „Smyka”. Zawodnik stał się ofiarą własnej biografii bo jeśli jesteś złotym dzieckiem żużla, multimedalistą imprez wszelakich to żaden pracodawca nie będzie kontraktował cię jako solidnego zawodnika ligowego lub co gorsza średniaka. Masz świadomość, że będziesz rozliczany jak przyszły mistrz świata seniorów a tej obietnicy, przynajmniej na razie, nie dowiózł i niewiele wskazuje na potencjalny sukces.
W żużlu niedobrze jest szukać porównań, ale o jedno się prosi, jest obowiązkiem. Para Smektała – Kubera stanowiła o sile uderzeniowej Unii Leszno w jej złotych czasach. Smyk jako lider, ten lepszy, utalentowany i Domin, doparowy, solidny. Czas pokazał jak różnie potoczyły się losy tych zawodników. Dominik Kubera wszedł w świat seniorskiego żużla z futryną kontynuując sukcesy drużynowe z lat juniorskich. Dokładał do tego świetne wyniki indywidualne, których zwieńczeniem będą starty w Speedway Grand Prix w 2026 roku. Gdyby wziąć życiorysy tych chłopaków po odejściu z Unii Leszno to mało kto w 2020 roku by postawił na taki obrót spraw i taki rozjazd tych dwóch młodych talentów.
Dominik Kubera Racing stał się świetnym żużlowcem a Smektała? Na razie bliżej mu do zawodnika, który miał wszystko, niż do tego, który wszystko wykorzystał. Nie jestem tu źle nastawiony do niego bo szczerze mu kibicowałem i trzymam dalej kciuki za jego przebudzenie. Taka jest jednak brutalna ocena stanu obecnego. Najbardziej niepokojące w jego historii nie jest to, że przegrał jeden sezon a to, że ten spadek trwa. Równia pochyła której końca na ten moment nie widać.
Od kilku lat mówi się o „przełamaniu”, „powrocie”, „odbudowie”. Tymczasem rzeczywistość jest taka, że kariera Smektały systematycznie zjeżdżała z toru, który kiedyś prowadził wprost na światowy szczyt.
Czy są jakieś podstawy do optymizmu? Oczywiście. Bartosz ma dopiero 27 lat. W tym wieku Jason Doyle dopiero wystrzelił ze swoim talentem, jeszcze w barwach KŻ Orzeł Łódź. W żużlu to moment, w którym wielu zawodników dopiero zaczyna najlepszy okres kariery. Na Smektale ciążą dawne tytuły i oczekiwania a on sam wygląda na kogoś, kto próbuje odzyskać coś, co stracił… Talentu nie ma nagle mniej. Największym problemem jest to, że jego kariera wygląda dziś jak przypomnienie starej prawdy, że sukces juniorski w żużlu nie jest obietnicą sukcesów – jest tylko zaciągniętym kredytem, który jedni spłacają z odsetkami a inni w nim toną.
Przed Bartek Smektała Racing najważniejszy rok w karierze. Ten sezon musi dać odpowiedź czy spełni oczekiwania obecnego pracodawcy – PSŻ Poznań – który na swojej stronie prezentuje zawodnika jako takiego, który „w PSŻ pełni rolę lidera, a jego doświadczenie ma kluczowe znaczenie w walce o najwyższe cele w Metalkas 2. Ekstralidze. Jego ambicja i talent czynią go jednym z kluczowych zawodników drużyny”.
Ostatni moment na spłatę kredytu. Najpierw odsetki w Metalkas 2. Ekstralidze a potem.. może więcej.