Żużlowa zimna wojna: USA VS ROSJA

Żużlowa zimna wojna: USA VS ROSJA


Średnio raz w roku wraca temat przywrócenia udziału Rosjan w cyklu Grand Prix. Mamy już kwiecień, zaraz rusza tegoroczny cykl, więc najwyższy czas odgrzać i tego kotleta, ale ja to zrobię w nieco innym kontekście.


W magazynie Speed Week, Richard Coleman, szef Mayfield, nowego promotora cyklu Speedway Grand Prix stwierdził, że nie widzi korelacji między sportem a polityką i w związku z tym uważa, że „Łaguta i Sajfutdinow są mile widziani w Grand Prix. Wielu kibiców żużla nie rozumie, jak skomplikowany to jest proces i ile osób stoi za tą dyskwalifikacją. Mogę tylko powiedzieć, że to nie jest takie proste, aby to odmienić. Łaguta i Sajfutdinow mają polskie paszporty i jeżdżą dla Polskiego Związku Motorowego. Wiele musiałoby się jeszcze wydarzyć za kulisami, żeby mogli wystąpić w Grand Prix. Dla mnie sport i polityka to dwie różne rzeczy, a my chcemy mistrzostw świata z najlepszymi zawodnikami. Z perspektywy promotora mogę powiedzieć, że zainteresujemy się tym, czy jest jakaś możliwość, aby Sajfutdinow i Łaguta jednak trafili do Grand Prix. Przypominam, że jestem od niedawna w żużlu i trudno było od razu załatwić tę sprawę.”

Tu właśnie pojawia się pytanie, które trudno zignorować: dlaczego w jednym przypadku narodowość nie ma znaczenia, a w innym staje się decydująca?


Są takie zestawienia, które są naturalne a jednak perspektywa patrzenia na nie wydaje się być mocno nieobiektywna. Był bowiem w cyklu SGP taki gość, który startował od samego początku aż po drugą dekadę XXI wieku. Amerykanin Greg Hancock pozostawał ikoną speedwaya, czterokrotnym mistrzem świata, wzorem profesjonalizmu, sportowcem, którego nikt nie próbował rozliczać z polityki jego państwa. A jego ojczyzna w tym okresie wszczęła konflikty, których lista jest długa, ale z najważniejszych to Bałkany, Afganistan, Irak, Libia, Syria. Przez całą karierę Grega Stany Zjednoczone niemal bez przerwy były zaangażowane w kolejne konflikty zbrojne a on startował bez żadnych przeszkód w różnych imprezach międzynarodowych. To samo dotyczyło tez innych zawodników z USA, ale ich udział i wkład był marginalny.


Czy Greg Hancock powinien być przez dwie ponad dekady swojej kariery wykluczany z rozgrywek międzynarodowych? Oczywiście, że nie bo przecież sportowiec nie jest rządem, a tor żużlowy nie jest polem bitwy.


Dlatego tym bardziej trudno nie odczuwać dysonansu, gdy spojrzymy na losy Artioma Łaguty i Emila Sajfutdinova po inwazja Rosji na Ukrainę. Obaj należeli do absolutnej światowej czołówki. Łaguta był mistrzem świata, Sajfutdinov od lat jednym z najbardziej efektownych i skutecznych zawodników. I nagle - z dnia na dzień - zostali wykluczeni. Nie dlatego, że byli za słabi, nie za doping, nie za niesportowe zachowanie, ale za posiadaną licencję. Tak, licencję, bo polskie obywatelstwo obaj posiadali już wcześniej od lat żyjąc właśnie w Polsce.


Nie chodzi o relatywizowanie wojny ani o umniejszanie tragedii Ukrainy. Chodzi o konsekwencję. Jeśli uznajemy, że sport powinien być oddzielony od polityki – a to przecież jedna z jego podstawowych idei – to dlaczego ta zasada działa wybiórczo? Dlaczego amerykański mistrz świata mógł przez lata ścigać się bez cienia kontrowersji w czasie kolejnych interwencji swojego kraju, a rosyjscy zawodnicy zostali wykluczeni natychmiast, niezależnie od swoich poglądów czy zachowania? Czy Emil pochwalał wojnę? Artiom? O Griszy nie mówimy, on sam się słusznie wykluczył.

Można oczywiście argumentować, że sytuacja jest „inna”, że skala, bliskość, kontekst, czas są wyjątkowe. Lecz takie argumenty zawsze pojawiają się wtedy, gdy próbujemy uzasadnić brak spójności. Sport przez dekady budował swoją siłę właśnie na uniwersalności – na przekonaniu, że zawodnik jest przede wszystkim zawodnikiem, a nie reprezentantem polityki państwa.


W przypadku Hancocka nikt nie pytał, nie oczekiwał od niego deklaracji politycznych, nikt nie sugerował, że powinien odpowiadać za decyzje Waszyngtonu. Przez wszystkie lata był oceniany za to, co robi na torze. Łaguta i Sajfutdinov tej szansy nie dostali.


W tym wszystkim nie chodzi o użalanie się nad losami Artioma i Emila, oni sobie poradzą. Stracili przede wszystkim kibice i dyscyplina bo stała się zakładnikiem pewnego rodzaju poprawności politycznej.


Impas będzie trwał zapewne do końca karier tych zawodników. Obaj są już dobrze po trzydziestce, więc jeśli nie będą tak długowieczni jak wspomniany Greg Hancock, to być może temat sam się wyciszy wraz z odwieszeniem przez nich kevlarów na kołki.

#żużel #speedway #USA #Rosja #SpeedwayGrandPrix #SGP #Sajfutdinov #Laguta #Hancock

Wszystkie wpisy