Żużlowe déjà vu trenera Bajerskiego
Nieobiektywny felieton
5 maj
W Ostrowie Wielkopolskim przed startem sezonu mówiło się o ambicjach zbliżonych do walki o PGE Ekstraligę. Zbudowano drużynę, która miała być projektem na awans, mieszanką doświadczenia i młodości. Tymczasem TŻ Ostrovia coraz częściej nie wygląda jak drużyna a bardziej jak grupa indywidualistów, którzy się ze sobą nie potrafią dogadać. Nie chodzi już wyłącznie o wynik sportowy a o coś znacznie bardziej niepokojącego, o wyraźne pęknięcie na linii zawodnicy – trener.
Brzmi w sumie znajomo, ale po kolei.
Po domowej porażce z Abramczyk Polonia Bydgoszcz (39:51) najgłośniej wybrzmiały słowa Taia Woffindena. Brytyjczyk nie owijał w bawełnę i wskazał na kompletną rozbieżność między treningami a warunkami meczowymi. Na co dzień tor „przyczepny”, w dniu zawodów „wyjątkowo śliski”. To nie jest zwykła uwaga techniczna. To zarzut pod adresem procesu przygotowania, za które jak wiadomo odpowiada sztab trenerski z menagerem Bajerskim na czele.
Tai Woffinden poszedł jeszcze dalej – zasugerował, że taka sytuacja podważa sens treningu w Ostrowie, stwierdził, że będzie przyjeżdżał do Ostrowa jak na każdy inny mecz wyjazdowy.. A kiedy lider drużyny zaczyna kwestionować środowisko pracy, to nie jest już problem lania wody na tor. To problem zaufania. Bo dziś w Ostrowie nie dyskutuje się tylko o punktach, dyskutuje się o zaufaniu, którego chyba tam już próżno szukać.
Podobne sygnały płynęły także od Frederika Jakobsena, jednak Duńczyk broni się wynikami, jego postawa kontrastuje z resztą zespołu, który – jak podkreślano – „nie spełnia oczekiwań”. I między słowami Jakobsena też można usłyszeć napięcie, że nie wszystko funkcjonuje tak jak powinno. Ta wypowiedź pokazuje, że problem nie dotyczy jednego zawodnika.
Po drugiej stronie ostrowskiej barykady, albo w centrum tego chaosu stoi Tomasz Bajerski, charyzmatyczny, ale i często kontrowersyjny. Doświadczony trener został zatrudniony aby być gwarantem stabilizacji. Tymczasem coraz częściej staje się osią konfliktu.
Problem w tym, że to déjà vu.
Jeszcze niedawno #Bajerski pracował w Bydgoszczy. Tam również zaczęło się od drobnych napięć i różnic zdań. Z czasem jednak sytuacja eskalowała. Jak ujawniały media, zawodnicy mieli dość współpracy z trenerem, a jeden z liderów poskarżył się na niego bezpośrednio do władz klubu. Problem dotyczył nie tylko decyzji sportowych, ale też sposobu komunikacji i codziennych relacji. Ówczesny menager „Gryfów” ewidentnie nie ufał swoim zawodnikom i sprawdzał ich oraz ich teamy na każdym kroku. Konflikt przybrał momentami wręcz kuriozalne formy, wszak do historii przeszła choćby dyskusja o stroju trenera - „klapki” - ale pod tą dziś już anegdotą kryło się coś znacznie poważniejszego czym były brak porozumienia i narastająca frustracja.
Jeszcze ważniejsze było to, co działo się na torze. W serialu Canal + widać było nie raz jak Bajerski przekazywał konkretne założenia, a zawodnicy… jechali po swojemu. Ignorowali wskazówki, gubili się w decyzjach, tracili punkty. To był moment, w którym drużyna przestała mówić jednym językiem.
I dziś, patrząc na Ostrów, trudno oprzeć się wrażeniu, że widzi się ten sam schemat. To nie był incydent a sygnał, że jego metody nie wszystkim odpowiadają. Dziś historia zdaje się zataczać koło. Póki co zaczyna się standardowo: półsłówka, sugestie, coraz ostrzejsze wypowiedzi po meczach. Wypowiedzi na temat toru nie są przypadkowe. Zawodnik z różnych względów nie może powiedzieć zbyt wiele i wprost. Szuka wytrychów słownych żeby przekazać swoje myśli. Jeśli zawodnik mówi: „nie rozumiem tego toru”, to w rzeczywistości mówi: „nie rozumiem decyzji sztabu”.
Trener Bajerski sam przyznał, że traci cierpliwość. Zapowiedział ruchy transferowe, ma się pojawić Jonas Seifert – Salk a także konieczne może okazać się by na tor powrócił Tomasz Gapiński. Ten ostatni w rozmowie po meczu z Polonią Bydgoszcz stwierdził, że jest gotowy do jazdy a motocykle czekają. Co ciekawe spotkało się to z dużym entuzjazmem kibiców, którzy ucieszyli się na taką wizję i życzą mu powodzenia.
Jeśli historia Tomasza Bajerskiego z Bydgoszczy czegoś uczy, to tego, że w żużlu konflikt na linii zawodnicy - trener rzadko kończy się kompromisem. Zwykle kończy się zmianą a w Ostrowie ta zmiana unosi się w powietrzu jak kurz spod tylnego koła. Zanosi się na zmiany kadrowe w drużynie, ale czy odsunięcie gwiazd da wynik sportowy? W Ostrowie ten proces już się rozpoczął. Pytanie tylko, czy ktoś jeszcze jest w stanie go zatrzymać. Przypomina to jazdę na prostej wzdłuż bandy, gdzie ciężko stwierdzić kto kogo do niej dociska.. Kto wygra taką wojnę nerwów? W kwestii relacji międzyludzkich czy takich na linii szef - pracownicy, jest tak jak na torze, jeśli zaczynasz tracić przyczepność to bardzo trudno odzyskać kontrolę.
#Ostrovia #Ostrów #żużel #speedway #M2E #METALKAS2Ekstraliga